Artykuły
Przewodnik wyborczy po Iraku (cz. 1)
BBC Monitoring
W komisjach wyborczych w Iraku nadal trwa liczenie głosów po zeszłotygodniowych pierwszych wolnych wyborach parlamentarnych w tym kraju od czasu obalenia reżimu Husajna w 2003 roku. Powoli pojawiają się już cząstkowe oficjalne dane, ale wiadomo, że ostateczne ogłoszenie wyników nastąpi nie wcześniej jak pod koniec bieżącego miesiąca.
Wiele mówi się o tych wyborach w mediach, o ich historycznym i politycznym znaczeniu, ale jednocześnie trudno natrafić, zwłaszcza w polskich mediach, na wiadomości wykraczające poza kanon obejmujący w tym przypadku tylko ogólniki. Dlatego postanowiliśmy przybliżyć naszym Czytelnikom dokładniejsze informacje o niedawnych wyborach w Iraku. Na początek przedstawimy kwestie proceduralne.
Wybory z 15 grudnia odbywały się do 275-osobowego Zgromadzenia Narodowego, z czego 230 miejsc jest rozdysponowanych na wszystkie 18 prowincji kraju proporcjonalnie do liczby ludności . W poszczególnych prowincjach mandaty te rozkładają się następująco:
Anbar: 9
Babil: 11
Baghdad: 59
Basra: 16
Dijala: 10
Dohuk: 7
Irbil: 13
Karbala: 6
Kirkuk: 9
Majsan: 7
Muthana: 5
Nadżaf: 8
Niniwa: 19
Qadisiya: 8
Salahaddin: 8
Sulejmanija: 15
Theqar: 12
Wasit: 8
Jak widać najwięcej reprezentantów będzie miała prowincja Bagdad (59), a najmniej południowa Muthana (5).
Pozostałe 45 miejsc ma przypaść dla tych partii, których zaplecze polityczne, etniczne czy religijne rozproszone jest na więcej niż jedną prowincję, i które w związku z tym, jak tłumaczy Niezależna Komisja Wyborcza Iraku (IECI), mogą nie zdobyć wymaganej liczby głosów na poziomie administracyjnym, ale w skali głosów całego kraju uzyskają poparcie powyżej progu wyborczego.
IECI zastrzegła również, że przynajmniej 25 proc. członków nowego parlamentu muszą stanowić kobiety. W związku z tym postawiono wymóg, że na listach wyborczych poszczególnych partii powinny one zajmować nie mniej niż 1/3 miejsc.
Spośród prawie 27 mln Irakijczyków do głosowania uprawnionych było ponad 15 mln. Pacjenci szpitali, więźniowie i członkowie służb bezpieczeństwa głosowali w poniedziałek tj. trzy dni wcześniej niż reszta kraju. Diaspora iracka miała również prawo udziału w wyborach i mogła tego dokonać w 15 krajach od 13 do 15 grudnia włącznie.
Odnotowano wysoką frekwencję. W wyborach parlamentarnych z 30 stycznia wyniosła ona 58 proc., a w niedawnym referendum konstytucyjnym - 63 proc. Spodziewane jest, że grudniowe wybory potwierdzą tą rosnącą tendencję.
Wyborom przyglądało się ponad 70 tys. akredytowanych obserwatorów i ponad 150 tys. przedstawicieli z różnych irackich partii politycznych. Było to znacznie więcej niż w czasie dotychczasowych wolnych plebiscytów w Iraku. Zagraniczni obserwatorzy są zadowoleni z przebiegu wyborów. Ich zdaniem spełniły one międzynarodowe standardy pomimo pewnych uchybień technicznych i proceduralnych. Rzecznik międzynarodowej misji obserwacyjnej Paul Dacey oświadczył, że irackim władzom należy się uznanie za to, iż potrafiły się uporać z tak trudnym wyzwaniem, jakim było zorganizowanie trzech ogólnokrajowych referendów w ciągu jednego roku, co sprawiłoby poważne kłopoty nawet krajom o długich tradycjach demokratycznych.
Nowy iracki parlament powinien się ukonstytuować przed upływem tego roku czyli do 31 grudnia. Jest to stały parlament i jego kadencja jest przewidziana na cztery lata. Pierwszymi jego priorytetowymi powinnościami będzie wybranie ze swego grona prezydenta państwa i dwóch jego wiceprezydentów oraz powołanie nowej rady ministrów. Biorąc pod uwagę problemy, jakie towarzyszyły powstaniu rządu Ibrahima Dżaafariego, niewykluczone, że realizacja tego ostatniego zadania może potrwać nawet kilka miesięcy.