Mehmed i Selahattin są jednymi z jej przedstawicieli. Dla obu pojęcia takie jak prawa człowieka czy demokracja stanowią coś w rodzaju wzorca i podpory, na której można próbować tworzyć własny ład i system wartości. Mehmed jest redaktorem wydawnictwa Doz i wychodzącego w języku tureckim czasopisma
Serbesti (Wolny), w którym ukazują się artykuły poświęcone kurdyjskiej historii i kulturze, postulatom dotyczącym praw Kurdów w Turcji. Selahattin jest właścicielem kurdyjskiej księgarni w samym centrum Stambułu. Maleńkie pomieszczenie wciśnięte jest pomiędzy inne sklepy w dość ciemnym pasażu tak, że jeśli się o nim nie wie, niełatwo jest to miejsce odnaleźć. Jego księgarnia działa od 1997 roku, czyli mniej więcej od czasu, kiedy wydawanie i sprzedawanie kurdyjskich książek przestało już graniczyć z cudem, co nie znaczy bynajmniej, że stało się zajęciem bardzo popularnym, trudno powiedzieć też, by jego sklep odwiedzały tłumy. Selahattin ma w sobie jednak cichy, jakby koci spokój, satysfakcję kogoś, kto, mimo wielu problemów, z którymi ciągle przychodzi się borykać, ma poczucie sensu tego, co robi. Nawet, jeśli jest to sens wdrapującego się pod górę Syzyfa. Bo kiedy opuszczam pełną kolorowych okładek księgarnię i wracam do mojej ponurej piwnicy mam wrażenie rozdwojenia, zupełnej nieprzystawalności obu rzeczywistości, które zdają się nic o sobie wzajemnie nie wiedzieć. Świat pięknej, tak mało znanej kultury i bestia niewytłumaczalnej do końca beznadziejności i rozpadu, cechujących niestety niejeden kurdyjski dom.
Mimo upływu lat świat z mojego podziemia zmienia się bardzo niewiele. Te same meble, ten sam wirujący w powietrzu kurz, te same problemy i ten sam brak wyjścia. Najbardziej zadziwia mnie jednak zupełny brak zainteresowania tym co jest za oknem, rzeczywistością na zewnątrz, po tamtej stronie. Mimo otwartego okna i nie gasnącego ekranu telewizora, a nawet rządka książek na półce, rzeczywistość „spoza” zdaje się nie istnieć. Muszę wyjaśniać, dlaczego chcę się przejść, i że kupioną gazetę zamierzam przeczytać, zanim wykorzystam ją jako obrus. A może inercja i zamknięcie są reakcją na wszędobylską i ekspansywną europejską wścibskość i ciągłe nerwowe czymś zainteresowanie? Dlatego nigdy o zbyt wiele nie wypytuję, czekam, aż fragmenty różnych historii same się ułożą.
I nade wszystko dowierzam cierpliwemu pięciokrotnemu nawoływaniu, przedkładając go nad rozpowszechnione tu dziś szklane wieżowce i inne, obiecujące świetlaną przyszłość europejskie gadżety.
Artykuły publikowane na stronie niekoniecznie odzwierciedlają oficjalne stanowisko KCIiD.